28 kwietnia 2011

Kobietą jestem i nic co kobiece nie jest mi obce!


Czemu taki tytuł? Pięknie jest odkrywać uroki bycia kobietą, ba, co więcej, pięknie jest poznawać pewne "braki". Napisałam to celowo w cudzysłowie, gdyż z natury wszystko się uzupełnia, stanowi odmienność, która rzuca całkowicie inne światło na poznanie. Ciepło - zimno, materia - antymateria, dobro - zło, plus - minus, kobieta... mężczyzna. Minus z minusem w magnesie się odpycha, łączy się z plusem. Do połączenia się z przeciwieństwem dążymy z natury. Trochę się wkurzam, kiedy zarówno mężczyźni, jak i kobiety ciągle psioczą na płeć przeciwną. Ciągle marudzą na temat czegoś, co poniekąd wynika z naszej natury i nas w piękny sposób różni, uzupełnia. Nie lepiej po prostu to zaakceptować? Nie mówię o akceptacji różnych odchyleń czy dewiacji. Nie lubię takiej postawy, kiedy dajmy na to mężczyzna wymaga, by to kobieta decydowała za niego, by stanowiła tą, która w głównej mierze decyduje o wszystkim. Nie rozumiem też kobiet, kiedy pragną, by ich mężczyzna lubił zakupy, znał wszystkie nazwy kolorów i odróżniał róż od łososiowego.

... bo czasem kobieta lubi wypić wino z ukochanym przy świecach, dostać w środku zimy bukiet tulipanów,mieć świadomość, że gdyby tylko ten jedyny mógł, wygrzebałby spod ziemi dla niej konwalie... I choćby się zapierała, choćby uważała to za przeżytek i coś oklepanego, w głębi serca i tak poczuje się milej, dostając choćby kwiatka bez okazji. I nie ma co się tłumaczyć upływającym wiekiem, że wraz z kolejnymi latami, ma się mniejszą ochotę na coś romantycznego, szalonego. Często jest tak, że kobiety chcą żyć właśnie w takim przekonaniu, bo... są zaniedbywane przez swoich partnerów w tej materii.

24 kwietnia 2011

05 kwietnia 2011

trans.

Wielki Post 2011 w toku.
Coraz częściej przypomina mi się jeden z moich ulubionych cytatów z Pisma Świętego:
"Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! "

Ap 3,19

Pierwszy raz czytając te słowa, czy też ogólnie słysząc je, że Bóg poprzez doświadczanie mnie, w sposób często bolesny okazuje mi swoją miłość, byłam w szoku i po prostu nie dowierzałam tym słowom, bo jak to tak? Prowadzenie człowieka drogą poprzez ciernie i raniące stopy skały nie wydaje się być wyrazem ojcowskiej miłości. Wyprowadzanie na przysłowiową pustynię również nie. Jednak im dłużej myślałam nad tym, im więcej razy powtarzałam sobie to zdanie w myśli, tym bardziej rozumiałam cały sens. Jezus - ukochany Syn Boży. Bóg schodzi na ziemię w postaci Jezusa, swojego Syna, który z góry ma zapowiedziane ogromne cierpienie i śmierć męczeńską. Mesjasz przychodzi dzięki niepoliczonej miłości Ojca do nas, ludzi, dla naszego zbawienia. Z takiej też miłości Baranek Boży umiera na krzyżu, by odkupić nasze winy. Z jednej strony mamy wielkie cierpienie Jezusa jako człowieka, z drugiej zaś niesamowite świadectwo miłości Stwórcy do ludzkości, do całego Dzieła. To na krzyżu dokonała się najwspanialsza ofiara miłości.
Teraz trochę tak od drugiej strony - aspekt ludzkiego cierpienia. Kiedy doznajemy krzywdy, często obwiniamy Boga, próbujemy odejść od Niego. Jednak On nas przywołuje. Właśnie w momentach, kiedy czujemy się dotknięci, często On jest przy nas. Nie daje nam bólu w prezencie, chce nas wypróbować, jak Abrahama. Nieważne, co, lub kto będzie Izaakiem. Ważne, że musimy Mu zaufać. Bezgranicznie. Podobną sytuację mamy już w NT, kiedy to uczniowie, z obawy przed sztormem budzą Jezusa. Przecież sam Bóg był przy nich w łodzi! Nie ufając Mu w 100%, woleli się upewnić, z troski o swoje życie. Mogłabym wymieniać w nieskończoność cytaty świadczące o tym, że Bóg na swój Boski sposób wyciąga do nas rękę i mówi: zaufaj. Odwagi. To ja zwyciężyłem świat - świat, w rozumieniu jako wszystko to, co grzeszne, brudne.
Post 'zainspirowany' obrazkiem z Internetu

Powiem szczerze, zasmuciłam się patrząc na tę grafikę. Ten ekran, cokolwiek by to nie było, to dzisiejszy "świat", o którym przed chwilą pisałam. My, wszyscy trwamy w transie, wpatrując się i zachwycając tym, co serwuje nam medium, bożek. Jezus z tyłu idzie swoją Drogą Krzyżową, woła nas, a my dalej swoje.
Oderwijmy się więc od swoich bożków, odejdźmy od telewizorów, komputerów, Internetu i pójdźmy w piątek na Drogę Krzyżową, pójdźmy razem z Nim. Weźmy krzyż na plecy, krzyż swoich grzechów, swojego męczeństwa, swojego życia. Zaufajmy Bogu.